Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez kategorii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez kategorii. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wiersz i ogłoszenie parafialne

        Zacznę może od wspomnianego ogłoszenia. Z powodów technicznych czeka nas przeprowadzka. Rozglądam się za jakimś miłym kącikiem dla nas i mam nadzieję, że zmiana adresu nie spowoduje zbyt dużej ilości stresu i nieprzyjemnych przygód. 
       Z bardziej przyjemnych rzeczy: W kilku słowach o... właściwie to nie powiem o czym, bo dla każdego wiersz będzie mówił o czym innym. Nie chcę narzucać interpretacji. 

Owoc zakazany
Z drzewa twych obietnic
Niewiasta zerwała
Myślałeś że jedyna


Ugryzła
Patrząc w oczy
Ślubowań oczekując
Milczy nadąsana


Po cichu spakowałeś
Tobołek rzeczy kilku
Wiatr niósł za tobą
Echo wzburzonych słów  

piątek, 8 grudnia 2017

Dziś chciałabym powiedzieć, że dam radę

Witam szanownych Państwa. Szeroko otwieram drzwi, poklepuje poduszki na fotelach zapraszającym gestem. Zapraszam do dzisiejszego wiersza. Miłej lektury.

Dam radę
Mam dwie ręce
Udźwignę w nich
Nas dwoje
Stół w kuchni otulę
W biały obrus
Na święta
Chleb pachnący codziennością

Dam radę
Choć nie z górki
Pędzi wagonik
Moich przyzwyczajeń
Z przeszłości wyciągniętych
Wzorców
Pomimo nadbagażu uczuć
Opłatę wniosę jaką trzeba

Dam radę
Nie zmienię azymutu
Wytrwam
Będę kiedy trzeba
Pamiętaj tylko byś i ty
Nie zwątpił
W to co  razem
Stworzyliśmy

niedziela, 3 grudnia 2017

Trzymam się życia kurczowo

Dziś niedzielnie i refleksyjnie. Nie będę się rozwodzić na treścią wiersza ponieważ wiem, że każdy z was sam dojdzie do tego co te parę wersów znaczy. Miłej lektury. 

Trzymam się życia kurczowo
Uparcie puścić nie chcę
Tej cienkiej nici
Co łączy mnie
Z resztą świata

Pomimo chwil ciężkich paru
Gdy myśl mroczna i straszna
Niczym zasłona oplata
Ten głód doświadczeń
Potrzebę tlenu ogromną

Trzymam się życia kurczowo
Choć czasem kłamią
Me słowa i ton przyjacielski
Scenariusz piszą me myśli
Taki co źle się zakończy

Pomimo chwil ciężkich paru
Na drodze mych chwil codziennych
Przemierzam dni swego życia
Wiem przecież że nie ma powrotu
Trzymam się życia kurczowo

czwartek, 30 listopada 2017

Jesiennie, choć u mnie za oknem śnieg

Dziś bez zbędnego gadania kilka wersów. Zapraszam do podzielenia się refleksjami. Miłej lektury.

Jesień tego roku
Płaczliwa taka
Swoimi łzami
Ugasiła już
Nie jeden żar
Serc
Jej chłodny oddech
Zdmuchnął płomień
Świecy
Która prowadziła
Zagubione dusze
Ku przystani

poniedziałek, 27 listopada 2017

Dziś trochę bardziej optymistycznie

         Dziś kilka słów bardziej optymistycznych. Choć mam nadzieję, że i w poprzednich wersach tlił się jakiś optymizm. Tak sobie myślę, że warto podziękować tym, którzy pojawili się w naszym życiu. Każdy "ktoś" pojawia się być może w konkretnym celu.

Znalazłam Cię
Między stronicami poradnika
Na nieżycie
Spacerowałeś boso po kałużach
Zrobiłam nam herbatę słodząc
Obietnicą rąk splecionych
Serc na wieczność sklejonych
Taśmą dwustronną
(Bo tylko ona wytrzymuje
Gdy wszystko inne się sypie)

Znalazłam cię
Choć patrzyłam pod nogi
Myśli z rozbitej głowy
Zbierałam w pośpiechu
Podałeś mi dłoń martwiąc się
Czy dam radę walca
Tańczyć wśród pęknięć na chodniku
Dziś razem tańczymy
Tango patrząc w oczy
Do melodii którą wiatr układa

Znalazłam cię
I nie można mówić
Że jest inaczej
Jesteś najmilszą myślą
Jaką dzielę się ze światem
Jesteś watą cukrową
Na patyku mojego istnienia
Życie to za mało słów
By powtarzać co dzień
Znalazłam cię

piątek, 24 listopada 2017

Dbajmy o siebie samych

         Dziś naszła mnie taka refleksja. Powinniśmy dbać o samych siebie. Jeśli tego nie zrobimy, to kto nas wyręczy? Świat nie ma w zwyczaju troszczyć się o ludzi. Zapraszam do kilku wersów. Zapraszam też do podzielenia się wrażeniami, może ktoś myśli inaczej. Miłej lektury.

Jeśli osądzać siebie chcesz
Jak najdzikszego ze złych
Usiądź
Odetchnij
Spójrz w przód i za siebie
Wkoło masz sędziów
Nie żyjesz wśród kryształów
Każdy kieszenie ma pełne kompetencji
By radzić i oceniać
Stój
Odpuść
Bądź sobie przyjacielem
Nie musisz zginąć niczym
Nic nie znaczący łotrzyk
Od twoich rąk zależy tylko
Jak wyglądać będzie
Następna kartka z kalendarza

wtorek, 21 listopada 2017

Zapraszam do gry w szachy

Nie od dziś wiadomo, że życie to głównie reakcje. Nie muszą być natychmiastowe. Zresztą podobno szachy rozwijają umiejętność logicznego myślenia. Zapraszam do lektury.

Twój ruch
Potem moja kolej
Trzecia partia
I znów szach- mat kochany
Czarne
Białe
Nic tu nie bywa w odcieniach
Albo jesteś
Albo ciebie nie ma
Patrzymy na swoje ręce
Uważnie badając za i przeciw
Każde słowo ważymy
Niczym złoto przed wydaniem
Słabo grasz mój najdroższy
Jednak nie zmieniam przeciwnika
Twoje krzesło
Choć zdaje się niewygodne
Jest dla ciebie zarezerwowane
Twój ruch

sobota, 18 listopada 2017

Czy nie lepszy wróbel w garści?

Dziś o zapraszam do kilku słów o uczuciach. Możecie podzielić się o czym według was jest ten wiersz. Miłej lektury. 

Parasolem próbuję ochronić

Żar który nas spopiela
Przed radami wścibskich oczu
Zbite kolana okładamy babką
Upadek mniej boli
Gdy spadasz z pierwszego stopnia
Im wyżej wspinasz się
Po drabinie marzeń
Wiedz że
Spadochron poprawności
Nie zawsze otworzy się
Gdy skoczysz
Gdy spadniesz
Czy nie lepsze są
Moje stabilne dłonie
Tu na parterze
Razem wzlecimy ku niebu

środa, 15 listopada 2017

O szukaniu siebie kilka słów

Środek tygodnia to dobry czas by w całym ty zabieganiu przysiąść i zastanowić się nad sobą. Nad tym kim jesteśmy i czego w życiu szukamy. Miłej lektury.

Wiem jak ciężko podążać

Wciąż przed siebie
Szukając swojej drogi
Kręcąc się w kółko
Na nie swoich przyjęciach
Zasłaniając łaty w zachowaniu
Ileż można udawać
Kogoś zupełnie innego
W ułożonej peruce
I niewygodnych butach
Twarz zasłaniając wachlarzem
Ułudy i dobrych słówek
W pokoju bez uchylonych okien
Nie możesz rozwinąć skrzydeł
Za duszno

poniedziałek, 13 listopada 2017

Cicho o ciszy

Dziś nie będziemy mówić nic. Będziemy słuchać ciszy. Może przybliży nas nieco do tego co w nas ukryte. Miłej lektury w ten uroczy poniedziałek.

W ciszy koniec i początek zaklęty.
Na ciszę grzech niepamięci przeklęty.
W ciszy zrodzony moment uniesienia.
Ciszą obdarzona jest chwila zapatrzenia.
U podstaw masz ciszę i w ciszę odchodzisz.
Czasem się wręcz lękasz, gdy w niej po kolana brodzisz,
Że dźwięku nie wydasz by o pomoc prosić,
Że jedyne co możesz to ręce ku niebu niemo wznosić. 

czwartek, 9 listopada 2017

Kilka słów o przemijaniu

Pozostając w nastroju zadumy na życiem przedstawiam wam wiersz "Przemijanie". Miłego czytania


Wspomnień mgła lico spowije

Spojrzeniu blask odbierając.
Świat wkoło nagle przyspieszył,
A ruchy niezdarne się stały.
Kocie swawole,
Baletnic harce na linie
Nie dla mnie…
Kości jakby związane ze sobą półgębkiem.
Krok każdy oglądam trzy razy.
Czas przestał płynąć jak dawniej.
Tornadem się bryza dziś stała.
Dąb kiedyś – dziś ledwie gałązka,
Wczoraj Giewontu splendor i siła,
Dziś szarego prochu okruch.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Dzisiejszy wiersz przywiał wiatr.

W oczekiwaniu na nowe zakończenie  (a właściwie to nie nowe, bo opowiadanie nie posiada takowego) "Niepasującej" podzielę się kilkoma słowami, które przywiał mi ostatnio wiatr. Liczę, że zachęci do przemyśleń. Miłej lektury.

 

Gdzie pędzisz wietrze
W takim pośpiechu
Czego szukasz
Na tej uczuć bezbrzeżnej pustyni
Czy szklankę wody podać ci
Wędrowcze
Strudzony przyjacielu
Tych których nosi
Czego szukasz
Ty który myśli rozwiewasz
W głowach poukładanych
Kradnący liście z pod nóg
I szaliki chcący rozwiązać
Na szyjach co głowy mocno
Trzymają
Czego szukasz
Gdy zaglądasz w każdą szczelinę
Moich myśli rozwianych
Bezładnie
Szumiąc w kominach naszych dusz
Wywiewasz marzenia i smutki
Przywiewasz deszcz co oczyszcza
Nasze umęczone słowa
Bądź pochwalony wietrze
Bohaterze nie naszych dni
Chociaż w pędzie jesteś
W każdej chwili czuję cię
Wszędzie

piątek, 3 listopada 2017

Dziś zabawa słowem trochę inaczej niż zwykle

Czasem warto pokusić się o napisanie czegoś inspirując się twórczością kogoś innego. Dziś miałam przyjemność spotkać się z wierszem H. Poświatowskiej. Pozwolę sobie przytoczyć najpierw jej dzieło, a później moją (nie koniecznie) wesołą improwizację na ten temat.  Miłej lektury. 

byłeś dla mnie tylko czworokątem papieru
lecz moje serce ma właśnie taki kształt

byłeś więc moim sercem
i ten sam pospieszny rytm ożywiał papier
powiększał do rozmiaru drzewa
twoje słowa były liśćmi
a smutek mój wiatrem

twoje słowa jaśniały kolorem
od moich oczu
i od moich ust chciwie chwytających słowa
i od dłoni
którymi rozrywałam koperty tak delikatnie
jak gdybym na włókna
rozrywała twoje bijące serce

upłynęły dwa lata
mój krzyk przysypał biały śnieg gęsiego pierza
biały krzyk gęsiego pierza poplamiony czerwienią
pociemniał zapach
i tylko drzewo -
pamięć rośnie zaborczą zielenią

 

A tu coś mojego:

Zaprosiłam cię w swe progi
Otwarłam drzwi życia zamaszyście
Wszedłeś jak do siebie
Rozsiadłeś się wygodnie

Minęło wieków parę
Zmieniła się epoka
Nie pasowałam do poglądów
I ukrytych szczelnie siwych pasemek

Malowałam zawzięcie ściany
Wieszałam nowe firanki
Kwieciem oplotłam swe słowa
Wszystko na nic

Kurz otulił mnie niczym
Na strychu zbędny rupieć
Serce rdza oplotła 
Włos szron ubielił

Czas się dla mnie nie zatrzymał
Wcale
Próbuję nadążyć za światem
Jednak nie wiem w którą stronę iść
Skoro zabrałeś ze sobą wszystkie mapy

wtorek, 31 października 2017

To co było i minęło. Czy wróci?

Dziś zapraszam do mnie w nastroju melancholijnym. Pomyślmy o tym co było, minęło. Czy chcielibyśmy, aby wróciło? Czy może lepiej jest, że znajdujemy się tam gdzie jesteśmy teraz? Miłej lektury.

Słońce
Ogrzewało
Nasze pełne szaleństwa głowy
Chodziliśmy cali w bąbelkach
Motyle fruwały nam w brzuchach
Ręce nasze wiecznie zajęte
Na horyzoncie nasze oczy
Zostały mi
Tylko moje inicjały
Wycięte na korze drzewa

I jeszcze jeden wiersz. Może w podjętej tematyce? Sami zdecydujcie.

Szliśmy za ręce
Przez ciemny las
Nie straszne nam były
Ciemność i wilki
Gdy zerwał się wiatr
Co siłą nas zmiótł
Rozerwał węzeł gordyjski
Teraz wśród drzew
Słychać mój płacz
A dłonie marzną samotne

sobota, 28 października 2017

Druga wersja "Opowiadania raczej babskiego"

             Dziś przedstawiam opowiadanie zatytułowane "Spuścizna" . Wysłałam je na warsztaty o których wspominałam na FB. Mam nadzieję, ze długość nie przeraża. Miłej lektury.

               Wiatr wepchną się do pachnącej stęchlizną sieni, gdy tylko otworzyła drzwi wejściowe. Pajęczyny otulone warstwą kurzu poruszały się delikatnie od podmuchu powietrza. Obcasy stukały głośno, gdy powoli przemierzała pokój po pokoju. Delikatnie dotykała mebli, które budziły masę wspomnień. Lekki uśmiech zagościł wśród łez tęsknoty. Powoli weszła do sypialni dziadków. Wszystkie meble były w tym pokoju przykryte prześcieradłami. Wyglądało to tak, jakby duchy przedmiotów strzegły spokoju wspomnień po zmarłej. Powoli zdejmowała nakrycia, kichając z powodu unoszącego się zewsząd pyłu. W kącie stał ciężki kufer, którego babcia nigdy nie pozwalała otwierać. Pamiętała jak razem z siostrą zastanawiały się co babcia tam ukryła. Teraz otwierając go powoli, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zdradza ukochaną opiekunkę. Jej serce biło z niewiarygodną prędkością, a ręce zaczęły się trząść z przejęcia. Oparła wieko o ścianę i zajrzała do środka. Szczerze mówiąc, sama nie wiedziała czego ma się spodziewać po skrzętnie ukrywanym sekrecie staruszki. Na wierzchu spoczywał mały czerwony toczek na grzebieniu, który zawsze zdobił głowę seniorki. Dostała go w pierwszym prezencie od dziadka i od tamtej pory nikt poza nią nie mógł go dotykać. Z przejęciem, bardzo powoli wstała i podeszła do lustra, nakładając na głowę ozdobę. Łzy znów stanęły w zapuchniętych od płaczu oczach. Po dłuższej chwili, jakiej potrzebowała, aby uspokoić się zauważyła, że pod pamiątkową ozdobą do włosów leżał list zaadresowany do niej. Jej imię zapisane było wyraźnymi literami, charakterem pisma babci. Wiedziała, miała taką wewnętrzną pewność, że to właśnie ten moment. To oczekiwana chwila, kiedy wszystkie rodzinne tajemnice zostaną wyjaśnione. Usiadła, rozdarła papierową kopertę i zaczęła czytać. Deszcz cichutko pukał w szyby, a ona rozumiała coraz więcej. Z treści listu wyłaniał się obraz dziadków, jako strażników okolicy. Nie mogła pojąć za bardzo tego co zawierała korespondencja. Zdania składały się w spójną całość, jednak przeświadczenie, że nie możliwe jest posiadanie zdolności nadprzyrodzonych było silniejsze. Z tego co czytała wynikało, że prezent od dziadka to magiczne narzędzie, dzięki któremu jego właścicielka potrafiła czytać ludziom w myślach i emocjach. Dar ten, nie raz uratował wieś przed wielkimi nieszczęściami, zwłaszcza w czasie wojny. List kończył się wyrażeniem nadziei, że wnuczka przejmie spuściznę swoich przodków i nadal będzie strzegła tego kawałka ziemi. Patrzyła tępo na zapisaną równym pismem kartkę papieru i nie mogła zrozumieć czemu seniorka postanowiła, aż tak srogo z niej zażartować. Czytanie w myślach? Toczek faktycznie jest uroczy, jednak w jego magiczne moce nie ma co wierzyć. Czyżby babcia na stare lata straciła rozum i nikt tego nie zauważył? Może utrata męża tak nadwyrężyła stan psychiczny staruszki. No cóż, przejrzy resztę skarbów, może znajdzie wytłumaczenie i zrozumie, co nie tak było z ich rodziną. Gdzieś musi być wskazówka, żeby wszystko ułożyło się w logiczna całość. Oddech powoli uspokajał się. Poczucie beznadziei przygasło, gdy uszu młodej kobiety dobiegło pukanie do drzwi wejściowych. Podskoczyła wystraszona i poderwała się by sprawdzić kto przyszedł. Dopiero gdy otworzyła drzwi nieznajomemu, zdała siebie sprawę, że wygląda jak kupka nieszczęścia, jednak było już za późno. W drzwiach stał mężczyzna, ubrany w zwykłe jeansy i kurtkę przeciwdeszczową. Jego mokre włosy błyszczały siwizną. Uśmiechnął się przyjaźnie, jakby nie zauważając łez i kurzu rozmazanego na jej twarzy.
- Przepraszam, że przeszkadzam w tak trudnych chwilach.
- Nic się nie stało. Słucham?
- Nazywam się Jakub Teodorski. Jestem… Znaczy, byłem sąsiadem pani Matyldy. Chciałbym… Wyraz współczucia. - Wyciągnął rękę w jej kierunku.
-Maria Rawnicka. Dziękuję.
Ujęła ciepłą dłoń nieznajomego. W tej właśnie chwili poczuła jego smutek. Żal utraconej przyjaźni i wielką emocjonalną pustkę. Jednocześnie ujrzała sposób w jaki nieznajomy widział staruszkę. Widziała kobietę pełną ciepła, mającą zawsze dobre słowo i czas dla innych. Przerażona wyrwała się z uścisku. Patrzyła na mężczyznę szeroko otwartymi oczyma, a jej serce waliło jak oszalałe. Przecież to nie możliwe! Nie mogła naprawdę przeżyć tego, o czym czytała przed chwilą. Wyraźnie czuła te wszystkie emocje. Najgorsze jednak było to, że człowiek, który stał przed nią wiedział. Znał tajemnicę jej dziadków. Przyszedł nie tylko po to, żeby złożyć kondolencje, lecz przede wszystkim by ją ostrzec. Twierdził bowiem, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Jakim cudem, wiedziała takie rzeczy? Bez słowa zamknęła drzwi, zostawiając gościa na deszczu. Zerwała z głowy czerwony kapelusik i rzuciła go na stół w kuchni. Szybkimi krokami przemierzała pomieszczanie, nerwowo szarpiąc ścierkę, którą podniosła z blatu. Nie mogła pojąć tego, co się właśnie wydarzyło. Przez okno widziała, że mężczyzna nadal stoi na ganku. Czeka. Usiadła zdezorientowana przebierając niespokojnie nogami. Co powinna zrobić w tej sytuacji? Na pewno nic rozsądnego. Najchętniej uciekłaby w siną dal, zostawiając spadek po dziadkach. Jednak jakaś wewnętrzna siła kazała jej podnieść się z krzesła i otworzyć drzwi przybyszowi. Gniotąc przybrudzoną ścierkę, zaprosiła mężczyznę do środka.
- Przepraszam. Nie wiem co powiedzieć.
- Najlepiej nic. – uśmiechnął się przyjacielsko – Po czerwonym toczku widzę, że już pani wie.
- Wiedzieć a wierzyć to to dwie różne rzeczy.
- Pani dziadkowie mieli nadprzyrodzone dary. Matylda – tu mężczyzna zrobił gest wskazując głowę – czytała w myślach i emocjach, zaś Mikołaj potrafił zdziałać cuda siłą umysłu.
Młoda kobieta usiadła z wrażenia na niskim taborecie, patrząc na swojego gościa oczami wielkimi jak spodki, a zapomniana ścierka spadła pod nogi.
- Z czasem dar się wzmocni i nakrycie głowy nie będzie ci potrzebne. Teraz proszę nałóż je. Nie mamy czasu.
Ponaglił ją ruchem ręki. Wstała tak szybko, że przewróciła zydelek. Nieporadnie, trzęsącymi się palcami wpięła grzebień we włosy. Przymknęła oczy, jakby w oczekiwaniu na nieprzyjemne odczucie. Dłonie zacisnęła w pięści. Poczuła jak Jakub delikatnie dotyka jej ramienia. Musiał również posiadać jakiś dar, ponieważ poczuła, że się uspokaja. Jej napięte mięśnie rozluźniły się, oddech przestał być płytki i niespokojny, a myśli w głowie zaczęły układać się w logiczną całość. Westchnęła cicho z ulgą. Wszystko się ułoży, nieważne jak zwariowaną spuściznę zostawili dziadkowie. Ten mężczyzna jej pomoże. Dopiero gdy uspokoiła się, strumień informacji zalał jej świadomość. Nie potrzebowała słów, które zajęłyby mnóstwo czasu. Przez jedno dotknięcie zrozumiała więcej, niż po godzinnych wykładach.
- Poważnie? Jan Kalafior?
W odpowiedzi zobaczyła tylko jak rozmówca wzrusza ramionami. Odłożył nieszczęsną szmatkę na stół i usiadł na krześle. Zrobiła to samo, przecież nie będzie stać, gdy gość wygodnie rozsiadł się przy stole.
- Nazwisko głupie, jednak facet wyjątkowo niebezpieczny. Kilku z nas miało przez niego spore kłopoty. – widząc jak patrzy na niego ze zdziwieniem dokończył – Było nas dziesięcioro.
- Dowiedziałam się sporej ilości rzeczy, rozumiem więcej niżbym chciała. Czemu tylko część informacji dociera do mnie myślami? Segreguję je jakoś?
- Twój dar dopiero się ujawnił. Daj mu się umocnić. Z czasem będziesz otrzymywać tylko te informacje, które będą dla ciebie potrzebne.
- Skąd wiedzieliście?
- Matylda wiedziała. Niestety, nadal szukam kogoś kto miałby podobny dar do umiejętności Mikołaja.
Krótka rozmowa w kuchni zrodziła tyle emocji, że młoda kobieta musiała je rozładować. Jedynym, znanym sposobem na radzenie sobie ze stresem było sprzątanie. Otworzyła więc szeroko okna i wzięła się za porządkowanie domu. Swojego domu. Podczas sprzątania mogła spokojnie myśleć. Nowy znajomy obiecał przyjść nazajutrz i pomóc jej przyswoić nowe umiejętności. Ostrzegł ponownie przed Kalafiorem, opowiedział co się stało z resztą grupy. Nie wchodząc w szczegóły powiedział, ze z dziesięciorga osób została tylko ich dwójka. Postanowiła raz w życiu zrobić coś szalonego i pozwolić by dar po babci pokazał jej nową drogę. Zobaczy co z tego wyjdzie. Czuła wsparcie jakim obdarzył ją nowy znajomy. Poznała jego myśli i rozumiała już więcej, niż w chwili otwarcia koperty z listem. Dziwne, że aż tyle rzeczy wydarzyło się jednego dnia. Wbrew oczekiwaniom zasnęła szybko. Nie zdawała sobie sprawy, że Jakub potrafił uspokoić innych nie tylko będąc z nimi w jednym pokoju. Sen pokrzepił młodą kobietę, a uczucia dnia poprzedniego zbladły. Ubierając się powoli, postanowiła nie nakładać ozdoby na włosy. Bez przesady, nie będzie latać po domu z pamiątką po babci na głowie przez cały dzień. Dar darem, ale bez przesady. Nałoży po południu przed przyjściem Teodorskiego. Ten cały Kalafior na pewno nie jest taki straszny, jak go opisywał. Postanowiła poświęcić cały dzień na porządki. Dom przez okres kilku miesięcy choroby babci podupadł jak ona. Kurz, pajęczyny i ogólny nieład zajmowały tego dnia myśli Marii. Do czasu, gdy usłyszała głośne pukanie do drzwi. Zerknęła na zegarek i pomyślała, że jest za wcześnie na Jakuba. Otworzyła drzwi, nie patrząc kto przyszedł. W otwartych drzwiach stał korpulentny, łysy mężczyzna. Patrzył na nią marszcząc czoło, jakby chciał zrozumieć coś co powiedziała.
- Słucham.
- Kalafior Jan. Nie zna mnie pani. Byłem znajomym pani Matyldy. Chciałbym złożyć kondolencje. – Mówił szybko, jednym tchem. Jakby ktoś go gonił.
-Maria Rawnicka. – wyciągnęła do niego rękę na powitanie, zastanawiając się czy jej mentor nie wyolbrzymiał opowiadając o tym człowieku. Nie wyglądał przecież groźnie.
Niespodziewany gość przez chwilę wahał się, jednak spojrzał na jej głowę i z ociąganiem odwzajemnił gest. W tym momencie wszystko stało się jasne. Uśmiech zamarł na ustach. Nie wiedziała jakim cudem, przecież miało być za wcześnie. Miała jeszcze potrzebować toczka! Ten człowiek faktycznie jest niebezpieczny. Widziała właśnie co robił innym. Czuła jego nienawiść, zachłanność, jego zimną jak stal duszę. Ten mrok zdawał się wypełzać z każdym jego słowem. Musiała się mocno powstrzymywać, by nie krzyczeć z przerażenia. Po chwili dotarło do niej, że jej gość jest przekonany, że ona o niczym nie wie. W jego okropnych myślach znalazła też wizję tego co planuje. Za paskiem spodni ma ukrytą broń, jeśli mu nie powie gdzie schowany jest czarodziejski przedmiot, użyje jej. Dłonie miała już mokre od potu, serce waliło jak oszalałe. Zabije ją. Zrobi to samo co innym. Mężczyzna spojrzał na nią i zrozumiał. Wiedziała. Posiadła tajemną moc i musiał zrobić to, co zaplanował. Beznadziejnej ozdoby do włosów poszuka później. Sięgną do paska i szybko wyszarpnął broń. Nogi miała jak z waty. Pistolet skierowany prosto w nią. W panice rozglądała się po kuchni. Musi znaleźć ratunek. Wzrok spoczął na nożach. Stały sobie w stojaku pod oknem. Niestety nie dostanie się do nich. Między nią a blatem tkwił śmiertelny wróg jej rodziny. Przysunęła się do ściany. Jej chłód działał orzeźwiająco.
- Patrz na mnie. – Rozkazał.
Spojrzała. Jednak jej myśli nadal były przy oknie. Z trudem przełknęła ślinę. Dłonie wytarła o spodnie. Nie zwróciła uwagi, że przedmioty jej rozmyślań wysunęły się z pojemnika. Niespodziewaną szybkością, bezszelestnie wszystkie ostrza wbiły się w plecy napastnika. Patrzyła na to, co się stało szeroko otartymi oczyma. Zdziwiona i przerażona przywarła bardziej do ściany. Jan Kalafior osuną się na ziemię patrząc przed siebie, nie rozumiejąc jak mógł dopuścić do tej sytuacji. Każdy z nich miał zawsze jedną cechę, jakim cudem ona ma dwie? W ostatnich chwilach swego życia pojął, że zdolności odziedziczyła po obydwojgu z przodków. Bojąc się podejść do umierającego człowieka, Maria siłą woli wysunęła z jego uścisku pistolet i wyrzuciła go w kąt. Jeszcze nie dotarło do niej, że jest po wszystkim. Dopiero zaczynała rozumieć, iż jej życiu nie grozi już niebezpieczeństwo. Zaczęła rodzić się w niej niezłomna pewność niepowtarzalności.
Postanowiła zadzwonić do nowego przyjaciela. Zanim zacznie sprzątać po niemiłym gościu, musi powiedzieć mu co się stało. Skierowała się więc do telefonu stojącego w przedpokoju.
- To się Jakub zdziwi. – Wyszeptała tylko wychodząc z kuchni.

środa, 25 października 2017

Bo życiem się trzeba upijać

Upiłam się życiem
Ktoś mi nalał do pełna
Toasty wnosimy od świtu
Przewija się gości tłum dziki
W kącie na swoją kolej 
Czeka zmarznięte wczoraj
Nikt o nim nie pamięta
Nie podchodzą do niego 
Hostessy
Nie proponują łakoci
Jutro bryluje na parkiecie
Podrywa wszystkie okazje
Na głupie teksty 
Brzuchatego wujka
Patrzę na wszystko przez 
Pryzmat kieliszka
Uważam żeby nie rozlać
Choć kropli 
Uwaga na życie

poniedziałek, 23 października 2017

W miłości jak na wojnie

Dziś zapraszam do wiersza o... miłości czy może o wojnie? Miłej lektury.

Próbujesz zawrócić potok mych słów
Tak jak zawróciłeś mi w głowie
Rumiane lica niczym pochodnie
Puchną z nadmiaru emocji
Knoty języków odliczają
Sekundy do wybuchu
Trzy
Dwa
Jeden
Granaty oskarżeń
Wybielonych dłoni i codziennych haseł
Seriami z karabinów
Lecą wyświechtane frazesy
Ukryć próbujemy się w okopach
Dobrego imienia
Będziemy walczyć do utraty tchu
Aż w worku z amunicją zaświeci
Pustką

piątek, 20 października 2017

Opowiadanie raczej "babskie"

Dziś serwuję shorcik. Nic wymyślnego, swojskie smaki. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłej lektury.

          Wiatr wepchną się do pachnącej stęchlizną sieni, gdy tylko otworzyła drzwi wejściowe. Pajęczyny otulone warstwą kurzu poruszały się delikatnie od podmuchu powietrza. Obcasy stukały głośno, gdy powoli przemierzała pokój po pokoju. Delikatnie dotykała mebli, które budziły masę wspomnień. Lekki uśmiech zagościł wśród łez tęsknoty. Powoli weszła do sypialni babci. W kącie stał ciężki kufer, którego babcia nigdy nie pozwalała otwierać. Pamiętała jak razem z siostrą zastanawiały się, co babcia tam ukryła. Teraz otwierając go powoli nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zdradza ukochaną opiekunkę. Jej serce biło z niewiarygodną prędkością, a ręce zaczęły się trząść z przejęcia. Oparła wieko o ścianę i zajrzała do środka. Szczerze mówiąc, sama nie wiedziała czego ma się spodziewać po skrzętnie ukrywanym sekrecie staruszki. Na wierzchu spoczywał mały czerwony toczek na grzebieniu, który zdobił głowę seniorki podczas uroczystości rodzinnych. Dostała go w pierwszym prezencie od dziadka i od tamtej pory nikt poza nią nie mógł go dotykać.
          Z przejęciem, bardzo powoli wstała i podeszła do lustra, nakładając na głowę ozdobę. Łzy znów stanęły w zapuchniętych od płaczu oczach. Po dłuższej chwili, jakiej potrzebowała, aby uspokoić się zauważyła, że pod pamiątkową ozdobą do włosów leżał list zaadresowany do niej. Jej imię zapisane było wyraźnymi literami, charakterem pisma babci. Wiedziała, miała taką wewnętrzną pewność, że to właśnie ten moment. To oczekiwana chwila, kiedy wszystkie rodzinne tajemnice zostaną wyjaśnione. Usiadła, rozdarła papierową kopertę i zaczęła czytać. Deszcz cichutko pukał w szyby, a ona rozumiała coraz więcej. Przed jej oczami przedstawiał się obraz dwojga młodych ludzi, którzy przyrzekli sobie miłość pomimo niechęci najbliższych. Dotknęła drżącymi placami równych liter, które powoli ukazywały jak uczcie jej dziadków zniszczyło dwoje innych ludzi, gdyż obydwoje podczas pierwszego spotkania byli po słowie. Teraz rozumiała, dlaczego staruszkowie tak bardzo oddalili się od swoich najbliższych. Wiedziała już dlaczego ich rodziny nigdy nie interesowały się życiem dwojga buntowników. Czerwony toczek stał się niemym strażnikiem uczucia dwojga straceńców, miał przypominać o życiach, które obydwoje narazili na śmieszność w całej gminie. Głośny szloch wyrwał się z piersi młodej kobiety gdy czytała zakończenie wiadomości. „Jedyne o czym marzyliśmy to poczucie szczęścia na własnym kawałku ziemi. Mam nadzieję, ze Bóg wybaczy nam tę zuchwałość.”

środa, 18 października 2017

Pozostając w temacie jesieni.

Jesień to nie tylko słońce prześwitujące pomiędzy czerwienią liści na gałęziach drzew. To też słota i gorszy nastrój. Dziś przedstawiam kilka słów na ten temat... A może to o zupełnie czymś innym? Dajcie znać jak odebraliście to co napisałam. Miłej lektury.

Za oknem świeci słońce
Choć w środku ciebie zima
Tabletki na lepsze teraz
By dnia powiązać końce
Boisz się, ze sposobu innego nie ma
Do świata masz ciągle uraz

Jutro ułudą się wielką zdaje
Dziś jest niby utrapienie
Wczoraj minęło jak płomień świecy
Oplatają cię złych myśli liszaje
Każdy mówi że to tylko nastawienie
Otula cię szczelnie kolor nocy

niedziela, 15 października 2017

Przyznaję- wiersz na niedzielę

 

Dziś tak trochę refleksyjnie. Możliwe, że to wszystko dlatego, że jesień w tym roku nieprzychylna i bardzo płacząca. Miłej lektury.

Przyznaję że kruchym jest
Fundament z kilku zer na papierze
Z pieczątką oddziału banku
Któremu przyszłość powierzasz
Jedyną

Przyznaję że kruchym jest
Mur z wymówek i uników
By ukrywać się przed dźwiganiem
Na barkach życia odpowiedzialności
Wszelakiej

Przyznaję że kruchym jest
Plan na najdalsze jutro
Składający się tylko z marzeń
Bez zaplecza z chęci i rachub na wypadek
Awarii

Przyznaję się
Bijąc w pierś pięścią niezłomną
Do braku przygotowania na lekcji życia
Gdzie nie można powtarzać
Roku