poniedziałek, 5 lutego 2018

Rola życia

Dziś trochę dłuższa forma. Opowiadanie niezbyt długie, jedna mam nadzieję, że ciekawe. Zapraszam.

           Czekał już pół godziny. Jego myśli składały się głównie ze słów uznanych za wulgarne. Ile ma siedzieć pod tymi drzwiami? Przeczytał już wszystkie ogłoszenia na tablicy. Przestudiował też plakaty reklamujące nowe spektakle. Niewiele brakowało, a zacząłby zapewne robić przysiady. Nie było by tak źle, gdyby w porannym pośpiechu nie zapomniał telefonu. Patrząc na klamkę powtarzał szeptem litanię: „Otwórz się, otwórz się, no otwórz się kurna…”. Gdy drzwi uchyliły się, młody człowiek podskoczył. Stanął z lekkim uśmiechem, patrząc na kobietę wychodzącą z pokoju.
- Stażysta?
-Tak.- uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Trochę poczekałeś.
- Naprawdę? O… Oglądałem plakaty, fascynujące, a…
- Tak, tak. - machnęła ręką, przerywając. – Za mną. Nazywam się Maria Antonina. Możesz pośmieszkować później przy kawie, o tam. – Kiwnęła blond głową.-  Nie przy mnie. Nie rozumiem żartów. Rano przynosisz mi kawę. Resztę wyjaśni ci Tomek. Nasz inspicjent. Będzie twoim opiekunem.
- Rozumiem.
- Mnie nie zawracasz dupy. Ja pracuję. Nie prowadzam praktykantów za rączkę.
-Stażystów. Jestem stażystą.
- Jeden pies.
                Doszli do małego pokoiku. Wśród masy gratów kręcił się łysy mężczyzna, który spojrzał na nich z zainteresowaniem.
- Tomek. To nowy stażysta – spojrzała na niego wymownie. – Przypilnuj go, żeby sobie krzywdy nie zrobił.
- Tak jest szefowo. – Wyciągnął rękę na powitanie.- Tomek jestem.
- Mirek.
- To nowa Ania. Pokaż mu co ma robić.
- Z całym szacunkiem szefowo, ale nawet gdyby stepował uszami, to Ani nie zastąpi.
- Tak, tak. – na odchodne znów machnęła ręką.
- Chodź, pokażę ci z czym się je nasz teatr.
                Spacer po budynku sprawił, że chłopaka rozbolała głowa. Okazało się, ze jego obowiązki to robota dla przynajmniej dwóch osób. Ma jednak nie marudzić, bo Ania, kimkolwiek nie była, dawała radę. Miał ochotę skopać swojej poprzedniczce tyłek. Co trzeba mieć we łbie, żeby być aż tak nadgorliwym? Informacje zdobyte w ciągu dnia zaczęły się mieszać. Po powrocie do domu musiał położyć się na chwilę. Nie potrafił przestać myśleć o Marii Antoninie. Lubił starsze kobiety. Nie dawał rady jednak skupić się na rozmyślaniach, ponieważ wiecznie zmartwiona matka zasypywała go pytaniami. Niestety był tak zmęczony, że nie przejmując się gadaniem rodzicielki zasnął od razu. Obudził się z krzykiem. Nie pamiętał dokładnie co mu się śniło. Zza mgły sennych majaków przebijała się wizja magazynu z lalkami i nowa szefowa. Tysiące martwych, malowanych oczu, przerażających, sztucznych uśmiechów i elektryzująca kobieta. Wzdrygnął się na wspomnienie koszmaru i postanowił wstać. Piąta rano. Za godzinę i tak musi wstać. Weźmie prysznic, by zmyć z siebie okropne wrażenie namacalnego zagrożenia. Stojąc pod strumieniem ciepłej wody, przypomniał sobie jak jego opiekun otworzył drzwi lalkalni i złapał go za łokieć, gdy chciał wejść do środka. Pod żadnym pozorem nie pozwolił mu przekroczyć progu pokoju. Do magazynu może zaglądać tylko szefowa. Czasem wchodzi i spędza tam kilka godzin. Jeśli ktoś złamie zakaz, zostaje zwolniony. W trybie natychmiastowym. Nie ma nawet okresu wypowiedzenia. Wspaniała Ania podobno złamała zakaz i więcej się w pracy nie pojawiła. Magazyn, jak magazyn. Lalki były straszne i nie zamierzał łamać żadnej zasady zabraniającej zbliżać się do tego pokoju. Nie ma takiej siły, która kazałaby wejść do tego miejsca. Mógłby za to zbliżyć się do szefowej. W łóżku pewnie nie jest taka oschła. Ciepła woda pomogła oczyścić myśli. Kawa natomiast pozwoliła z optymizmem spojrzeć na nowy dzień.
- To teraz mi powiedz jak było?
- Staż, to staż mamo. Byłem przecież już na czterech.
- Ale nie w teatrze.
- Wolałem ten w gazecie.
-Może zostaniesz tam na dłużej?
- Kto wie? W cholerę dziwni ludzie pracują w tym miejscu.
- Artyści synek. Jedź śniadanie.
                Matka miała rację. Jeśli mu się w końcu nie poszczęści, nie ucieknie z domu już nigdy. Rzygać mu się chciało dobrymi radami matki i jej wiecznym nadskakiwaniem. Jednak w dzieciństwie za często dostawał pasem za pyskowanie. Nauczyło go to szacunku. Mógł myśleć co chciał, jednak przez gardło mu nie przechodziło to, co często chciał powiedzieć. Zaciśnie zęby i może się uda.
                Drugi dzień stażu okazał się bardziej optymistyczny. Dziewczyny z charakteryzatorni opowiadały mu właśnie: „Kto, co z kim i dlaczego?”
- I wtedy… - kończyła historię korpulentna szatynka. Gdy koleżanka z cichym „szszszszsz” szturchnęła ją łokciem, przewracając jednocześnie oczami.
                Bez słowa obie skupiły się na swoich kubkach z kawą. Mirek zdziwił się zachowaniem dziewczyn.
- I co wtedy?
                Obie przecząco pokiwały głowami. W tej chwili usłyszeli stukanie obcasami i stolik przy którym siedzieli minęła szefowa. Zaciśnięte usta nie zachęcały do nawiązania rozmowy. Każdy,3 kogo mijała spuszczał głowę. Dziwne zachowanie. Jeszcze w żadnym miejscu nie spotkał się z czymś takim.
Był jedyną osobą, która nie opuściła wzroku. Czuł się zahipnotyzowany. Nawet gdyby chciał, nie mógłby na nią nie patrzeć. Kobieta nie zwalniając kroku, skierowała się w stronę magazynu z lalkami. Dopiero gdy zamknęła za sobą drzwi, nowe znajome odetchnęły z ulgą.
- Co to było?
- Maria nie lubi dyskusji w pracy.
- Całe szczęście weszła do swoich laleczek. Mamy luz na kilka godzin.
- Co ona tam robi?
- Zgadniesz, jak nie wiesz? Nikt ci nie mówił, że tam nie wolno wchodzić?
- Mówił, ale nie ogarniam.
- Nie musisz. Pracuję tu dziesięć lat. I dam ci dobrą radę. – zbliżyła twarz do jego ucha. Poczuł dotyk jej ust. – Nie zbliżaj się do tamtej części korytarza. Szefowa ma bzika na jego punkcie.
               
                W nocy znów miał dziwne sny w których pojawiła się ona. Próbował ją złapać. Uśmiechała się i kusiła go. W końcu znaleźli się sam na sam. Kiedy miał już ją pocałować usłyszał głuchy dźwięk. Drażnił uszy podobieństwem do spadających drewnianych łyżek, które uderzają o siebie. Dotykał jej ust swoimi. Nagle zasypały ich elementy teatralnych lalek. Nie mógł się poruszyć ani oddychać. Był sam. Obudził go szyderczy śmiech. Piąta rano.
                Koszmar prześladował go przez cały miesiąc. Noc w noc. Doszło do tego, że bał się zasnąć. Dodatkowo mroźna królowa jego serca nie dawała okazji, aby pokazał się z lepszej strony. Udało mu się za to poderwać korpulentną charakteryzatorkę. Nigdy nie miał śmiałości do kobiet, brał co się dało. Z jego charakterem nie mógł wybrzydzać. Zresztą mieszkał z matką. Która kobieta na stanowisku zainteresuje się takim przegrywem? Sypiał więc z Moniką z powodu braku innych perspektyw.
               

                Ranek był pochmurny i prawie nikogo jeszcze nie było w pracy. Skierował się do pomieszczenia socjalnego, w którym co rano parzył kawę szefowej. Póki co, kilka razy na niego mruknęła. Traktowała go jak muchę. Przeganiając ręką, gdy pojawił się na horyzoncie. Zamyślony szedł przed siebie, gdy nagle zauważył dziwną rzecz. Drzwi od magazynu były otwarte. Pracował już ponad miesiąc i wiedział, że nie zdarza się to nigdy. Szefowa jest zbyt zbzikowana na punkcie lalek, żeby zostawiać je otwarte. Stanął więc, patrząc jak ciele na malowane wrota. Powinien zamknąć drzwi, jednak jakaś siła pchała go do środka. Miał wrażenie, że coś wewnątrz pokoju woła go. Walczył z nieodpartą ochotą zerknięcia do środka. Może Maria jest w środku i będzie mógł zamienić z nią choć słowo. Walcząc z głosem rozsądku, wyciągnął rękę i otworzywszy drzwi wszedł do środka. Gdy przestąpił próg, drzwi zatrzasnęły się same, a dookoła roztoczył się dźwięk znany z nocnych koszmarów. Przestał czuć cokolwiek, nie mógł oddychać i miał wrażenie, że zawisł w powietrzu. Nie wiedział gdzie jest podłoga, a gdzie sufit. Zapadł się w powietrze. Chciał wołać o pomoc, jednak głos nie chciał wydobywać się z gardła. Otoczyła go ciemność.
                Pasmo światła rozświetliło mrok panujący w magazynie. Włącznik pstryknięciem powitał światło żarówki, które oświetliło stojące wkoło i wiszące na każdej ze ścian tysiące lalek. Maria Antonina podeszła do najnowszej marionetki. Ujęła ją delikatnie zdejmując z haczyka. Ułożyła ostrożnie na stole i z uczuciem pogładziła po drewnianej twarzy.
- Mówili ci przecież, żebyś tu nie wchodził.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz