środa, 4 lipca 2018

Na granicy poczytalności



Gdzieś na granicy poczytalności
Spotkamy się w milczeniu
Dłoń moją ujmiesz
By złożyć pieczęć pocałunku

Ofiar nie pragnę
Wszak nie po drodze mi
Do niebiańskich bogiń
Władających niepodzielnie

Oczy zasnute bielmem znikomości
Wyleczy czas i dobre słowa
Codzienności plastrem
Owinę stłuczone marzenia

Na nowo nauczysz mnie stąpać
Po ziemi co kręcić się nie chce
Co stoi w bezruchu niestrudzenie
W pogardzie mając marzenia

Na nowo patrzeć będę
Tam gdzie zaczyna się jutro
By dzisiaj nie nasiąkało
Tym co w darze miało wczoraj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz