piątek, 15 września 2017

Baśń o czarodziejskim pierścieniu

Opowiadanie stylizowane na baśń, napisane na wyzwanie pisarskie.

      W pewnym królestwie żył mądry i sprawiedliwy król, który pojął za żonę córkę władcy sąsiedniego mocarstwa. Małżeństwo to żyło bardzo zgodnie, a król wręcz uwielbiał swoją żonę. Obsypywał ją podarunkami, z każdego krańca świata, który odwiedził. Pewnego razu przywiózł swojej ukochanej piękny pierścień błyszczący mnóstwem kolorowych kamieni. Trzymając w rękach błyskotkę, królowa usłyszała jego historię:
            W dalekim, orientalnym kraju żyła samotna kobieta o imieniu Teva, która straciła męża w bardzo młodym wieku. Niestety kultura zabraniała niewieście ponownego zamążpójścia, wygnana więc przez rodzinę zamieszkała w lesie i zajęła się zielarstwem. Pewnego dnia do jej drzwi zapukał mężczyzna, który został raniony przez dzikie zwierzęta. Opatrzyła mu rany i udzieliła pomocy. Mężczyzna nabierał sił pod opieką pięknej zielarki i ulegając jej czarowi, zakochał się. Niestety młoda kobieta darząc uczuciem swojego zmarłego męża, nie odwzajemniła uczuć człowieka, którego zaczęła traktować jak własnego brata. Mężczyzna okazał się magiem i udzielał nauk swojej wybawicielce, nie ukrywając swoich emocji. Kiedy nadszedł czas opuszczenia schronienia, wdzięczny czarodziej ofiarował Tevie piękny mieniący się pierścień nakazując, aby nosiła go na palcu, a każde jej marzenie zostanie spełnione. Musi jednak uważać na wypowiadane słowa, gdyż nie zawsze to, czego pragniemy, jest tym co jest dla nas w życiu dobre.
-Pamiętaj moje słowa – rzekł poważnie – nigdy nie walcz ze śmiercią. Jej zasada brzmi: „Życie za życie”. Człowiek jest dla niej słabym przeciwnikiem i zawsze przegrywa.
Od tamtej pory dar stał się nieodłącznym elementem ubioru młodej kobiety. Po okolicy rozeszła się wieść o wielkiej czarownicy umiejącej pomóc w najbardziej beznadziejnych przypadkach. Do małej chatki w lesie schodzili się ludzie z przeróżnymi problemami: a to wół okulał, a to teściowa zaniemogła czy też młodzieniec ociągał się z propozycją zamążpójścia. Teva doradzała, wymawiała zaklęcia, przygotowywała wywary i maści. Nawet jej rodzina przybyła z prośbą o wybaczenie. Pomna słów przyjaciela nigdy nie wskrzeszała umarłych i nie doprowadzała do niczyjej śmierci. Pomimo mnóstwa ludzi, którzy otaczali niewiastę, nadal czuła się samotna. Podczas bezsennych nocy wędrowała po lesie, płacząc za swoją utraconą miłością. Pewnego bezksiężycowego wieczora, czarnego jak atrament, kobieta jeszcze mocniej czuła smutek. Patrząc w migoczącą świecę wiedziała, że dłużej już nie wytrzyma cierpienia. Ignorując swoją największą zasadę, zażyczyła sobie, aby przytulić swojego zmarłego męża. Płomyk świecy zatańczył delikatnie i zgasł. W chacie zrobiło się ciemno. Chłód, który ogarną okolicę był tak przejmujący, że zwierzęta w lesie zaczęły głośno krzyczeć. Kobieta otuliła się szczelnie kocem i przerażona zaczęła podpalać na nowo knot. Gdy uspokajający blask rozświetlił na nowo dom, zniknęło też uczucie zimnicy. Zrezygnowana i przygnębiona niepowodzeniem, postanowiła iść spać. Nie wiadomo czy pożar pojawił się za sprawą czarów, czy może zielarka nie zgasiła świecy. Ogień ogarnął wszystko niejako natychmiast, a spaliwszy chatę, zgasł tak szybko jak się pojawił. Ludzie widzący pożogę przyrzekali, że widzieli świetlistą postać unoszącą się do nieba. Jakiś parobek znalazł później pierścień, który ofiarował potem kapłanowi w świątyni, a ten zaniósł ten piękny dar na dwór królewski. Nikt jednak nie ośmielił się nakładać pierścienia, bojąc się jego złej sławy.
            Król kończąc opowieść, przytulił swą brzemienną małżonkę, która uśmiechając się ucałowała go z miłością.

- Mogłabym być nieco ładniejsza. – rzekła z szelmowskim uśmiechem
- Dla mnie najdroższa jesteś najpiękniejsza.
- W takim razie, nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne.
            Pierścień trafił do reszty błyskotek kobiety, jednak podczas przygotowań do narodzin pierworodnego dziecka zapomniała o ozdobie. Nadszedł dzień, do którego przygotowywały się dwa państwa. Dzień narodzin królewskiego potomka. Władczyni powiła córkę. Dziewczynka była piękna, a jej głośny płacz przekonywał o zdrowiu. Niestety podczas ciężkiego porodu, królowa zmarła. Na cześć nieboszczki, córkę nazwano jej imieniem. Władca posmutniał, jednak jego doradcy szybko znaleźli matkę osieroconej Dobródce. Macocha niezbyt interesowała się pasierbicą. Wolała bale, herbatki i bywanie. Nowa królowa zajęła wszelkie pokoje zmarłej, jednak kufer z błyskotkami, ku jej niezadowoleniu, schowano do skarbca. Miał to być prezent dla dziewczynki, gdy ta skończy szesnaście lat. Dziewczę rosło, a macocha namawiała ojca, aby wydał ją za mąż, gdy tylko osiągnie wiek do tego pozwalający. Miała bowiem nadzieję na pozbycie się jej z zamku. Król kochał swoją pociechę miłością tak wielką, że zgodzić się nie chciał. Młoda dziewczyna była nadto tak uczynna i miła, że całe królestwo ją uwielbiało. Widząc miłość, którą królowa chciałaby mieć tylko dla siebie podwajała wysiłek, by osiągnąć swój cel. Udawanym ciepłem omamiała dziewczę, choć całe królestwo wiedziało o uczuciu, jakie monarchini darzyła swoją pasierbicę. Lata mijały a niechęć królowej do przybranego dziecka zamieniała się w nienawiść, czego władca zdawał się nie zauważać. Sprzyjało temu ukrywanie prawdziwych uczuć królowej przed małżonkiem.
            Kiedy nadszedł dzień szesnastych urodzin królewskiej córki, całe państwo świętowało od rana. Piszczałki słychać było z najdalszych zakątków targu miejskiego, wywieszono flagi państwowe, a mieszczanie przywdziali świąteczne ubrania. Do zamku zaczęły napływać dary dla przyszłej władczyni. Jednak dziewczę nie mogło doczekać się obiecanego prezentu od ojca: największej pamiątki po nieżyjącej matce. Miłość i szacunek do niej król zaszczepił w swej pociesze już w okresie dzieciństwa. Dziewczynka uwielbiała siadać pod obrazem, który przedstawiał pierwszą żonę monarchy i powierzać swoje sekrety, niczym najlepszej przyjaciółce. To właśnie tam uciekała gdy zachowanie macochy wywoływało jej łzy, nigdy nie skarżyła się ojcu. Nie musiała martwić się, że ktoś ją nakryje. Służba znając sytuację dyskretnie usuwała się gdy królewna kierowała swe kroki do azylu. Macocha natomiast nie zbliżała się do wizerunku pierwszej żony władcy, ponieważ zbyt bolesna dla jej własnej próżności była świadomość wielkiej urody uwiecznionej na płótnie.
            Król złożył córce życzenia i wyszedł zostawiając ją sam na sam z prezentem- pamiątką. Siedziała więc w ciszy, bojąc się otworzyć kufer. Kiedy biorąc głęboki wdech, wyciągnęła rękę ku rzeczom rodzicielki, drzwi komnaty otworzyły się z łoskotem i do pomieszczenia weszła macocha.

- To – powiedziała, wskazując na podarek – powinno być moje. Jestem wszak królową.

- To pamiątki po mojej matce. Ojciec uznał, że należą się mi.

Królowa odsunęła nerwowo pasierbicę, aż ta przewróciła się i szybkim krokiem podeszła do obiektu zazdrości. Otworzyła szkatułę i oniemiała z zachwytu. Cudowności z różnych zakątków świata zdawały się podsycać zazdrość. Leżący na wierzchu piękny pierścień Tevy zahipnotyzował wręcz kobietę, która nakładając go na palec postanowiła odebrać dziewczynie ten skarb. W tym czasie w sercu królewny zrodził się bunt. Ogień nienawiści do macochy rozrósł się, gdy ta bezprawnie przymierzyła pierścień matki. Jej matki. Kobiety, o której całe życie marzyła, karmiona wspomnieniami przez wiecznie tęskniącego ojca. Wstała i biegiem ruszyła w kierunku biblioteki, gdzie jej rodzic zazwyczaj spędzał godziny poranne. Kiedy zapłakana stanęła przed nim i opowiedziała co właśnie zaszło, nie mógł uwierzyć własnym uszom.

- Nie wież jej – usłyszeli - kłamie.

- Dlaczego więc masz na palcu pierścień mojej matki?!

            Królowa zmieszała się, jednak chwilowe rozproszenie nie przeszkodziło jej podejść do małżonka i chwycić go za dłonie.

- Dlaczego mnie nie kochasz? Wciąż darzysz miłością swoją pierwszą żonę. Gdyby tak nie było, to ja dostałabym te wszystkie wspaniałości, nie ta smarkula. Byłoby dla nas lepiej gdyby nie przyszła na świat!     

            W tej chwili w komnacie zerwał się wiatr, tak silny, że szarpał szatami. Służba szybko uciekła z przerażeniem, chowając się po kątach. Mróz nagle osiadł na meblach, a jego drobinki wirowały w pomieszczeniu zapierając dech w piersiach. Król puścił dłonie swej żony, wykrzykując imię córki. Zasłaniając oczy, szedł powoli w stronę, gdzie ta przed chwilą jeszcze stała. Wicher przewrócił w końcu władcę, który dalej wołał córkę. Jego serce ściskał ból, że straci ją tak samo jak dawniej żonę. I choć nie mógł oddychać, ostatkiem sił wołał swoje dziecko. Zjawisko ustąpiło tak samo gwałtownie, jak się pojawiło. Monarcha wstał powoli i rozejrzał się po bibliotece. Całe jego zbiory leżały porozrzucane, tak samo jak meble, jednak nigdzie nie widział żony i córki. Zaczął ponownie nawoływać Dobródkę, jednak odpowiadała mu tylko cisza. Oczy zaszły łzami, gdyż nie mógł pojąć co się stało. Tam gdzie stała królowa leżał tylko pierścień, połyskując w słońcu wszelkimi kolorami, jakby uśmiechał się do niego. Władca podniósł błyskotkę, a prawda powoli docierała do niego.

- Wypowiedziała życzenie… - wyszeptał

- A to zaczarowany pierścień.

            Monarcha rozejrzał się z przerażeniem, gdyż znał ten głos. To wszak jego ukochana żona. Marzył o usłyszeniu swej umiłowanej przez ostatnie szesnaście lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz