czwartek, 20 września 2018

O szóstej trzydzieści cztery



O szóstej trzydzieści cztery
W sobotę z rana
Obudziła cię niespiesznie
Świadomość braku wpływu
Na ścieżki własnego życia
Powieki zacisnął
Ciężar podjętych decyzji
Szloch wyrwał z piersi
Ostatnie tchnienie wolności
Zostałaś bezsilna
Niczym laleczka na sznurkach
W sobotę
O szóstej trzydzieści cztery rano

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz